OPOWIADANIA HISTORYCZNE DLA MŁODZIEŻY
PSIE POLE * STARY MACIUŚ * MATKA I SYN
reprint z 1904 r.
Król [Władysław] miał dwóch synów i radby był za życia przyzwyczaić ich do panowania i przekonać się własnem okiem, któremu z nich zwierzchnią władzę nad drugim zostawić. Zbigniew był starszy, ale mało w nim było rycerskiego ducha, a więcej chytrości, matactwa i podstępu jak męztwa. Bolesław, młodszy, to wojak bez upamiętania; jeszcze był młodzieniaszkiem, a już brał się do boju, mało bacząc na niebezpieczeństwo. Zbigniew lubił wygodne życie, uciechy, zabawki próżne i wystawność w stroju; Bolesław nad wszystko przekładał harce wojenne z niespo-kojnym sąsiadem, gonitwy, zapasy rycerskie i myśliwskie wyprawy na dzikiego zwierza, w których spotkanie z niedźwiedziem było mu najpożądańsze. Nie dbał przytem o strój, uciechy światowe i wystawność, i gdy Zbigniewa otaczali dworacy i zausznicy, którzy pochlebstwem i pod-szeptami skarbili sobie łaski jego, w Bolesława otoczeniu mieściła się sama młodzież jemu podobna, szczera, otwarta, o poczciwem sercu, a męztwie niezłomnem. To też Bole-sława kochali wszyscy, lgnęli do niego z uczuciem serdecznej życzliwości, garnęli się, jak do przyszłego zwierzchnika, a choć czasem przezywali Krzywoustym, od wrzodu, który mu w latach pacholęcych popsuł usta, nie wypływało to z szyderstwa, tylko ze zwyczaju przyczepiania do imienia jakiego charakterystycznego przezwiska. Zbig-niew za to był nielubiany powszechnie; ponury, dumny, chełpliwy, skryty i samolubny, odstręczał od siebie wszyst-kich poczciwych i prawych, a garnął tylko takich co szukali mętnej wody, aby w niej ryby łowić dla siebie. Nazywali go ze wzgardą Klechą, na pamiątkę pobytu w klasztorze w młodzieńczych latach, ale już nie za zwyczaju, tylko z szy-derstwa. [Fragment książki]